Dommeru - niedzielne nabożeństwo
Otwieram oczy. Gdzie ja jestem? Indie ! Jestem w Indiach! Poranna euforia. Z zewnątrz dochodzą jakieś śpiewy. Indyjska muzyka, słyszę „Kryszna, Kryszna” – to pewnie z pobliskiej świątynki.Wyglądam przez okno – gdzie jest słońce? Myślałam, że tutaj będzie gorąco już od samego rana. A tu szaro, wydaje się, że jest zimno.Godzina 7.00, za czterdzieści minut ma po mnie przyjść Ravi i pokazać mi Kovvur. Sprawdzam na swoim ciele czy nie mam śladów od ugryzień moskitów. Specyfik, którym się wysmarowałam poprzedniego wieczora zadziałał i pozostałam nietknięta. Witam się z gospodynią. Pytanie: czy chcę idli na śniadanie? Jakimś cudem zrozumiałam o co jej chodzi, gdyż mówiła w języku telugu, ale sugestywnie machała rękami, pokazywała mi jakieś nasiona, naczynia itp, itd. -Idli? Idli? – pytała się, pokazując ręką gest wkładania sobie jedzenia do ust. Zrozumiałam, że Indira będzie specjalnie dla mnie szykowała indyjską potrawę. Git ! Ale ja proszę o kawę! Tzn przynajmniej wrzątek do mojej...