Posty

Wyświetlam posty z etykietą życie

Wdzięczna

Obraz
Wczoraj stuknęło mi pięćdziesiąt dwa lata. Jestem wdzięczna, naprawdę wdzięczna za to co mam, za życie, i mogłabym tu wymieniać i wymieniać, powodów do bycia wdzięczną mam wiele. Nie umiem się jednak publicznie obnażać i dzielić z całym światem tajnikami mojej duszy. Mam plany, mam też marzenia. Mam wiarę, że się spełnią. Uśmiecham się, kiedy patrzę w przyszłość. Wierzę.

Piękne święta

Takie jest życie. Z jednej strony słoneczko a z drugiej wichura. Jak w jednej dziedzinie się wiedzie to w innej się wali. Nie jest łatwo utrzymać się na powierzchni. Nawet dla wytrawnego pływaka. Życie to nieujarzmiony ocean. Chyba trzeba przywyknąć. 2018 rok za pasem, 48 roczek mojego życia. I cóż to jest w porównaniu z wiecznością?! A jednak wciąż czuję się jak smarkula. Jak ta 18 latka, która opuszczała dom rodzinny, aby udać się do dużego miasta „na swoje”. Każde nowe wyzwanie w moim życiu przypomina mi tamten czas. To samo, powtarzające się wrażenie bycia rzuconą na głęboką wodę, gdzie trzeba nieźle się namachać, aby nie utonąć. Przez całe życie czuję się jak młoda, niedoświadczona podlotka, która wszystko robi po raz pierwszy! W pracy stawiają mi coraz to nowe wymagania, zmienił się bowiem menadżer. Pierwsza myśl to uciec, iść tam gdzie jest łatwiej, gdzie jest milej, gdzie idzie jak po maśle. No ale druga myśl to żeby się nie poddawać i spróbować sprostać nowym wymaganiam...

Listopadowe słońce

– Możesz iść na górę – oznajmił mąż wychodząc do pracy. Wgramolilam się po schodach i rozłożyłam w szerokm łożu. Zamknęłam oczy. Sen mnie ogarnął na dobre. Nawet mi się śniło. Kolorowo, ale makabrycznie. Efekt oglądania kryminałów i horrorów. Obudziła mnie jasność przebijająca przez drewniane rolety. Zeszłam na dół, zaparzyłam kawę. Na dworze było słonecznie. Rozsiadłam się na wygodnym leżaku. Na niebie nie było ani jednej chmurki! Jak gdyby to był środek lata ! Słońce grzało cudnie. Skończyłam kawę i grzanki z masłem orzechowym oraz dżemem, doczytałam parę rozdziałów interesującej powieści, polskiej autorki. Lubię polskich pisarzy. Nie lubię książek tłumaczonych na język polski. Lubię naszych. W warringtonskiej bibliotece jest polska półka. Zawsze coś znajdę. Nie lubię książek banalnych, lub jakby żywcem wydrukowanych z bloga…lubię podziwiać kunszt literacki autora. To miło, że ludzie nadal piszą. Ludzie mieli i nadal mają talent. Talent do opowiadania historii – lubię słuchać, lub...

Nic nie mogę zaplanować

Ostatnie dwa miesiące obfitowały w różne sytuacje, okoliczności, nagłe zwroty biegu życiowych zdarzeń itp, że stwierdziłam iż niczego nie mogę zaplanować! Nic nie wychodzi tak jak liczyłam. Nic nie jest pewne. Nawet nie chodzi czy to są złe czy dobre wydarzenia. Zaskakuje mnie po prostu to, że nic nie idzie po mojej myśli. Jakby pojazd sam jechał gdzie chce, pomimo że usilnie staram się nim kierować. Szczególnie w odniesieniu do działań mojej fundacji – wszystko umyka, wyślizguje się. Mój styczniowy wyjazd do Indii też jest pod wielkim znakiem zapytania. Ale może to dobrze. Może muszę stanąć obok, podrapać się w głowę i zatrzymać na chwilę, aby wyciągnąć wnioski. Nie lubię uchodzić za osobę niesłowną i niewiarygodną, a niestety takie ostatnio sprawiam wrażenie. Nic z tego co mówię innym, że zamierzam zrobić – nie wychodzi! I to nie z mojej winy. Po prostu okoliczności tak bardzo przeszkadzają w realizacji zamierzeń. No nic, tragedii żadnej nie ma. Widocznie tak czasem w życiu bywa.

Bloguję więc jestem

Nareszcie mogę napisać parę słów na moim blogu! Ostatni wpis był w styczniu. Przed moim wylotem do Indii! Pół roku minęło, aż udało się naprawić usterkę 😉 Nie, nie będę opisywać wydarzeń z ostatnich miesięcy. Może w kolejnych artykułach ukażą się pewne reminiscencje. Jeśli chodzi o Indie – wyprawa była fantastyczna. Zwiedziłam więcej niż w poprzednich latach. Warsztaty tańca kathaku, które przeprowadził Artur Przybylski wypadły doskonale. Zdjęcia i filmiki można obejrzeć tutaj Teraz mamy sierpień. Już przygotowuję kolejną wyprawę do Indii! Tym razem z terenu UK. Także tutaj otwieram oddział mojej Fundacji. Trąbi się o Brexicie, a my się w Warrington zadomowiliśmy . Mam pracę, którą bardzo lubię. Śpiewam, gram, tańczę, bawię się i tworzę razem z osobami starszymi cierpiącymi na demencję. Wielką nagrodą jest widzieć ich uśmiechnięte twarze, szczerą radość i zadowolenie. Jestem pracownikiem kulturalno-oświatowym. Idealna praca dla mnie! Zmieniłam dietę – nareszcie. Warzywa ...

To co najważniejsze

Poszukiwanie Boga rozpoczęłam w najmłodszych latach mego życia. Zawsze zadawałam pytania typu: ” Skąd się wziął świat? Co było zanim mnie nie było? Czy Bóg istnieje?Jaki jest Bóg?” itp itd. Ot, taki mały filozof ze mnie był. Chodząc na lekcje religii nie omieszkałam zadawać dociekliwych pytań księżom, zakonnicom. Cóż…nie potrafili niestety zaspokoić mojej żądzy wiedzy. W wieku dziesięciu lat zaczęłam więc sama czytać różne książki – szczególnie na temat starożytnych religii, ufologii itp. Zafascynowałam się starożytnym Egiptem na całego. Przestałam chodzić do kościoła katolickiego. Prędko zaczęłam wierzyć w reinkarnację, modlić się do starożytnej bogini Izydy, wierząc, że byłam kiedyś jej kapłanką….jednym słowem totalnie „odleciałam”. Zawsze miałam bujną fantazję, wymyślałam więc niestworzone rzeczy, w które wierzyłam. Zatracałam granice między prawdą a fikcją. W wieku 15 lat zamieszkałam w internacie, w jednym pokoju z siedmioma koleżankami. Modne było wówczas wywoływanie duchó...

Czerwiec pełen wrażeń

Minął czerwiec. Już dawno w żadnym miesiącu tyle się nie wydarzyło. Najpierw rozchorował się nasz pies, dostał wewnętrznego krwotoku i niestety zdechł. Był z nami 13 lat, dzieci przy nim dorastały, Andrzej przywiózł go do Anglii naszym busem… Prawdopodobnie miał jakiegoś guza na nerkach, tak sugerowała tutejsza weterynarz na podstawie symptomów. Leczenie byłoby żmudne, czasochłonne, a i tak nie gwarantowałoby poprawy, więc nie zdecydowałam się. Smutno było nam wszystkim kiedy Rudi odszedł, w domu pusto… Na pocieszenie kupiliśmy świnki morskie. Oczywiście nie zastąpią psa, ale już dają nam wiele radości. Takie dwie niunie, słodziutkie, milusie. Nasze nowe pupilki. Zatańczyłam, chyba po raz ostatni na 25 rocznicy ślubu mojej koleżanki z pracy. Było ponad dwustu gości, prawie sami Hindusi. Moje bellydancowe show bardzo im się podobało…. W połowie czerwca odwiedziła mnie siostra z siostrzeńcem oraz mamą. Spędziliśmy cały jeden dzień w Guliver’s World. To takie tutejsze, ogromne wes...

A jednak antybiotyk

Dziś był ostatni dzień mojego urlopu. Od jutra miałam wrócić do Summerville Nursing Home. Niepokoiły mnie dwie ostatnie, nieprzespane noce. Miałam napady ostrego kaszlu. Myślałam, że sobie płuca wypluję. Zdecydowałam, że rano zarejestruję się do lekarza. Po południu udałam się do Latchford Medical Center. Odsiedziałam swoje. Moja wizyta miała 25 minut opóźnienia. Wytłumaczyłam pani doktor, że po tygodniu tak popularnej w Anglii kuracji paracetamolem, ból gardła nie mija, kaszel jest coraz gorszy. Mam jutro wrócić do pracy wśród osób starszych, więc chcę się przebadać. Kobieta długo osłuchuje mnie stetoskopem. Wreszcie w milczeniu wypisuje mi dwa świstki. – Tu jest zwolnienie lekarskie na tydzień czasu, a tutaj jest recepta na antybiotyk. Ta kuracja powinna pomóc wrócić do dobrego stanu zdrowia. Jestem trochę zaskoczona. Za chorobowe dostanę zapłatę, ale bez nadgodzin…no nic. Nie będę się tym przejmować. Chyba potrzebuję tych dodatkowych dni. Ostatni rok bardzo ostro pracowałam, pr...

Jak się choruje na grypę w UK

W tym miesiącu zarówno ja miałam urlop w pracy, a także moje dzieci miały 10 dni ferii. Lusia bardzo chciała, abym w tym roku była obecna na jej urodzinach, które obchodziła 15 lutego. Planowałam, że zaraz potem zrobimy sobie we dwie wycieczkę do Londynu. Niestety na parę dni przed feriami dzieciaki zaczęły kaszleć, smarkać, gorączkować. Pierwsza moja myśl to udać się do polskiego sklepu po polskie lekarstwa na przeziębienie, które doskonale znam. Drogo to kosztowało, bo trzeba było dwa razy robić zapasy, wszyscy bowiem zaniemogli i lekarstwa szły jak woda. Wydałam na nie ponad 60 funtów. O wycieczce do Londynu musieliśmy zapomnieć. – Czemu kupowałaś polskie leki? – moja londyńska przyjaciółka była bardzo zdziwiona. Udałam się do pobliskiego supermarketu i zrozumiałam jej zdziwienie. O tej porze roku lekarstw na grypę i przeziębienie jest mnóstwo i za grosze, a ja kilkakrotnie przepłaciłam. Zrobiłam zapasy dla całej rodziny po raz trzeci – kosztowało to tylko 5 funtów. Mąż i córk...

Życie płynie dalej

Za oknem pada deszcz z gradem. Siedzę na swojej sofie i popijam gorącą,miętową herbatkę. Samotnie rozmyślam, analizuję, podsumowuję, tak jak to mam w zwyczaju. Jestem na urlopie, choć dałam się namówić na dzisiejszą nockę w Domu Opieki. Ponoć mają mi płacić półtora raza….no to ok, mogę poświęcić jedną noc. Przez cały ostatni rok robiłam nadgodziny, pracowałam za dwóch. czuję ogólne zmęczenie, brak energii. Jest szansa, że Andrzej dostanie pracę w tymże Domu Opieki co i ja.Gdyby tak się stało, byłoby łatwiej. Chociaż nie wiem, czy zrezygnuję z brania nadgodzin. Musimy spłacić trochę długów, które mamy w Polsce. A ja poza tym już myślę o kolejnej wyprawie do Indii. Chyba mam obsesję, bo myślę o Indiach dzień i noc. Czasem przewinie się Pakistan w moich wspomnieniach…. Wczoraj Lusia skończyła 11 lat. Mam już same nastolatki. Jak tylko mogę tak staram się zapewnić im byt i jakąś przyszłość tutaj. Radzą sobie świetnie w szkole, oby tak dalej. Jak już pisałam brak mi energii, więc ta...

Operacja „ Przeprowadzka”

W tym roku moim największym wyzwaniem była przeprowadzka rodzinki do UK. Najpierw musiałam znaleźć pracę na północy, gdyż tam mieszkania do wynajęcia są stosunkowo tanie. Dzięki pomocy Shagufty, siostry jednego z moich pakistańskich przyjaciół, dosyć szybko znalazłam pracę w Warrington, koło Liverpoolu, w Summerville Nursing Home. Mieszkanie, takie jakie chciałam, też znalazłam błyskawicznie. Z prysznicem, a nie z wanną. Chwała Bogu! Teraz trzeba było ich sprowadzić. Najpierw mój piętnastoletni syn przyleciał w maju.Udało mu się zaliczyć wszystkie przedmioty i dostać świadectwo miesiąc wcześniej. W lipcu odstawiłam syna do Londynu, do przyjaciół, a sama poleciałam po dziewczynki i Patrycję. Miała ona po prostu być z nimi, podczas mojej nieobecności, kiedy będę w pracy. To były wspaniałe dwa tygodnie, Patrycja wniosła wiele radości, organizowała czas moim córkom. Do dziś ją mile wspominają. W sierpniu ostatni etap – mój mąż miał przyjechać z psem. Wyruszył naszym Volkswagenem ...

Nowy początek w Warrington

Po siedmiu godzinach pucowania mebli, mycia podłóg, odkurzania Summerville Nursing Home, padam na materac i nie mogę się ruszyć. Myślę o ostatnim tygodniu. Przyjechałam w poniedziałek na szkolenie. Po południu obejrzałam mieszkanie i od razu zdecydowałam się je wziąć. W piątek dostałam klucze i wprowadziłam się do piętrowego, angielskiego domu. Dwie sypialnie i łazienka z kabiną prysznicową na górze, mała kuchnia i dwa pokoje na dole. Na razie pusto, ale niebawem ten dom ożyje. Joachim ma przyjechać za kilka tygodni. Dziewczynki na wakacje. Shugufta bardzo mi pomogła. Przez pierwsze dni pobytu w Warrington mogłam nocować u niej. Karmiła mnie pakistańskimi potrawami, którym nie mogłam się oprzeć. Wieczorami przesiadywałam z jej córkami i słuchałam ich opowieści o szkole, do której uczęszczają. Aqsa uczy się grać na skrzypcach, więc mogłam jej też pomóc. Dobrze jest mieć przyjaciół, którzy wpadną i przywiozą Ci czajnik elektryczny, lub materac i kołdrę. Przyjaciele to największy skar...

Na horyzoncie Warrington

Po powrocie z Indii zdążyłam być tylko dwa dni z moimi domownikami. Kolejne pięć tygodni upłynęło na pracy w Horsham. Teraz siedzę ponownie na lotnisku w Luton i czekam na samolot do Polski. Wygląda na to, że za kilka tygodni zmienię miejsce pracy. Niestety zdegraduję się kolejny raz, aby później ponownie się odbić. Warrington to urocze miejsce. Mieszkania są stosunkowo tanie. Produkty żywnościowe i odzież kosztują tyle co w Polsce. Zdecydowałam się zrobić ten ruch. Kokosów nie będzie, ale da się żyć. No i tyle. Czas pokaże.

Jestem w Horsham, UK

Po powrocie z Indii czekały mnie tylko dwa tygodnie z rodzinką i już musiałam wracać do Wielkiej Brytanii. Połowa marca, słonecznie, kwieciście, zupełnie inna atmosfera niż za pierwszym razem. Trafiłam do bardzo miłego domu. Starsze małżeństwo. Praca lekka. Codziennie te same czynności. Spokojnie, bezkonfliktowo, sympatycznie. Pięć minut mam do pobliskiego lasu. Największy ból? Rozłąka. Brak dzieci. Czy one to zrozumieją? Niestety nie mogłam pozostać w kraju. Moje własne państwo nie pozwala mi godnie wychować moich dzieci. Pracując w swoim zawodzie, do którego przygotowywałam się i studiowałam wiele lat, nie mogę zarobić wystarczająco, aby zaspokoić potrzeby czwórki swoich dzieci. Ceny produktów w Anglii są takie same jak w Polsce, ale pensje wielokrotnie wyższe. Nic dziwnego, że wyjeżdżamy z kraju, aby pracować tutaj…. Nos przyklejony do komputera. Zarządzam fundacją online. Dobrze, że jest mój mąż, dobrze że jest mój syn, dobrze że są inni wolontariusze, którzy działają na miej...

Lepiej ugryźć się w język

Ostatnio dałam upust swoich emocji na blogu. W sumie po to jest blog, żeby człowiek pisał co go gryzie wewnętrznie….jeśli nie ma akurat wyrozumiałego słuchacza pod ręką. Akurat nie było, więc to co mnie dusiło znalazło się na widoku publicznym. Już na drugi dzień żałowałam, że obsmarowałam Marlene. Wysłała mi sms-a chwaląc mnie za moją pracę. Zawstydziło mni to. Zwątpiłam – czyżby czytała mojego bloga? Ależ nie ma takiej opcji. Na drugi dzień kolejny sms ze słowami zachęty dla mnie do dalszej pracy. Następnie wpadła do mnie osobiście i szczerze rozmawiała, wykazując troskę o mnie a nawet zaproponowała wspólny obiadek…Biłam się w pierś w myślach i wstyd mi było. Będąc dwa miesiące w Wielkiej Brytanii ulegałam pokusie, aby osądzać Anglików. Narzekać, że nieżyczliwi itp. Ale nie można oceniać ludzi wg nacji do której przynależą.W każdym narodzie można spotkać ludzi podłych i szlachetnych. Weszłam do kiosku. Dwóch Hindusów za ladą, trzeci przy wyjściu podpiera regał. – Proszę dołado...

Brytyjskie żarcie

W porównaniu do Niemców Brytyjczycy nie lubią dobrze zjeść. Bardzo popularne są tutaj mrożonki, które wrzuca się na 20 minut do pieca i gotowe. Kto ma mikrofalówkę to tam odgrzewa. Największe wzięcie ma sieć handlowa Iceland gdzie można kupić mrożonki jakie tylko kto chce: warzywa, owoce, gotowe dania, desery, ciasta – czego tylko dusza zapragnie. Miałam szczęście, że mój pierwszy miesiąc w Anglii spędziłam u przyjaciół. Karmili mnie dostatnio, smacznie i zdrowo. W Londynie jest też mnóstwo polskich sklepów, że nawet swojską kiełbaskę mogłam pałaszować. Ale jak to mówią – „Londyn to nie Anglia”. Teraz jestem w Horsham, tutaj polskich sklepów nie ma. Angielskie porcje na talerzach są wielkie! A ja nauczona zostałam zjadać wszystko co mi podają. Przytyłam już tutaj 5 kilo. No cóż, na te zimowe chłody ( tutaj deszcze i wiatry ) dodatkowe kilogramy to nic….ale za miesiąc do Indii jadę, a tam będzie grzało ! Hmmm…….. Jednak teraz pracuję i dostaję od firmy 35 funtów na jedzenie, c...

Polska wigilia w Horsham

Obraz
Czas w Londynie upłynął mi bardzo szybko. Nie ukrywam, że miałam napady lekkiej paniki pt. ” A co będzie jeżeli? ” Zrezygnowałam z pracy w Niemczech, bo tu w Wielkiej Brytanii rysowały się przede mną lepsze możliwości. Ale cała papierkowa robota jaką trzeba na początku zrobić, aby legalnie otrzymać pracę w Anglii, troszkę mnie frustrowała. Zamiast od 2-go grudnia, umowę z pracodawcą mam od 27-go. W międzyczasie popracowałam u angielskiej, sędziwej pary. Zarobiłam pierwsze swoje funty ! Jednak nic już z nich nie zostało, bo zapłaciłam za wizę do Indii, zrobiłam zakupy dla moich dzieciaków, no i na pociąg do Horsham wydałam tyle ile na samolot do Polski, a nawet więcej! Siedziałam sobie dziś w domu u niepełnosprawnej Teresy, która się będę opiekować przez najbliższy miesiąc, łykając z obrzydzeniem podgrzewane spagetti z puszki, przygryzając lekko zeschnięta pitą. Wtedy zadzwoniła do mnie Wiesia czy nie wpadłabym do niej. Okazało się, że miejsce gdzie będę pracować jest oddalone o c...

Wielka Brytania po raz pierwszy

Obraz
I stało się. Jestem w Londynie. Miasto zachwyciło mnie i zaskoczyło. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę oczarowana wielką metropolią. A jednak. Wiktoriańskie, filigranowe zabudowania tak rozweselają moje serducho jak żadne inne dotąd. Kosmopolityczne miasto do którego non stop przybywają ludzie z całego świata – to miejsce dla mnie! Dopiero tutaj można uświadomić sobie co to znaczy „Boże stworzenie” . Jak różnorodnie Bóg ukształtował ludzi. Jakie bogactwo kształtów, kolorów, kultur. Dobrze mi wśród całej tej kolorowej masy. Czekam na pracę. Załatwienie wszystkich potrzebnych formalności to nie taki pryszcz. Mieszkam u Uli i Mirka, użyczyli mi swojej gościny, pomagają w najdrobniejszych sprawach. Jak to dobrze, że są ! Staram się o pracę w Horsham, jako opiekunka do osób starszych. Byłam już na szkoleniu i praktykach. W Horsham pomagała mi Wiesia i Jurek. Mogłam u nich przenocować, zażyć kapieli z dodatkiem naturalnych produktów, które Wiesia własnoręcznie wyrabia. Karmią mnie t...

Miesiąc z rodzinką

Po powrocie z Niemiec, gdy tylko przekroczyłam próg mojego domu w ruch poszła gąbka, ścierka, druciak, mleczko do czyszczenia. Bezustannie czyściłam i szorowałam wszystko co było w zasięgu mojego wzroku. I znowu spięcia, awantury i nerwy – mój małżonek z trudem znosił moją obecność po dwóch miesiącach absencji. Na kilka dni wybraliśmy się nad morze. To dobrze nam zrobiło. Nocowaliśmy w Kamieniu Pomorskim, w wielkiej willi należącej do znajomego podróżnika Zbyszka Pawlaka. Byliśmy tam jedynymi lokatorami. Andrzej zabrał bębny i syntezator – wieczorami muzykował wspólnie z dziećmi. Całe dnie spędzaliśmy na plaży. Pogoda dopisała. Szkoda tylko, że mogliśmy sobie pozwolić na tak krótki pobyt, ale dobre i to. Ostatnie dni wakacji upłynęły na bieganiu i kupowaniu książek, przyborów szkolnych, ubrań itp. Teraz dzieciaki już chodzą do szkoły i wszystkie są zadowolone. Jędrek samodzielnie dojeżdża do Wrocławia do technikum,Joachim rozpoczął naukę w gimnazjum, Milena w czwartej klasie, a Łucja ...