Posty

Andhra Pradesh? Chyba zostanę ekologiem....

Mam nieustający sentyment do stanu Andhra Pradesh w Indiach, mimo że za każdym razem spotykają mnie tam różne negatywne doznania….Tym razem były ekstremalne. Już pierwszego dnia, kiedy wszyscy spali pobiegłam na plażę w Visakhaoatnam. O poranku kąpielą morską raczyły się tłumy mężczyzn. Kobiet nie było widać…. Cóż – mężczyźni w tym kraju to uprzywilejowany rodzaj ludzki…Mój wzrok od razu padł na walające się wszędzie kupy śmieci. Zamiast delektować siè morską bryzą zaczęłam sprawdzać kosze na śmieci – były puste. Odpadki fruwały tu i tam, papiery wirowały w powietrzu, a morze wypluwało szmaty, zgniłe wieńce kwiatów itp itd. Piasek był miejscami po prostu czarny, a to za przyczyną ścieków wpływających prosto do zatoki, co paręnaście metrów…. ściek za ściekiem. Hindusom jednak nie przeszkadzało to w niczym, nie ujmowało radości pluskania się w zanieczyszczonej wodzie….. Tak więc już na samym początku mojej wycieczki zderzyłam się z prawdziwym obliczem Indii – ignorancją wobec...

Indie w piątej odsłonie

Znowu leżę na swojej sofie z iPhonem w ręce. Wszystko jest takie samo jak było przed wyjazdem, jakby nic się nie wydarzyło, jakbym tak tutaj leżała cały czas…Otulam twarz szlafrokiem, ale nic to nie pomaga. Mój nos jest lodowaty i tak będzie przez kolejne miesiące. Nie będę mogła zagrzać nosa… Dopiero w lipcu, albo w sierpniu słońce mocniej zaświeci. Tak, w lipcu lub w sierpniu wezmę córy i pojadę gdzieś nad morze, lub w góry… byle odpocząć. Po prostu usiąść na trawie i spojrzeć w niebo…. W Indiach nie odpoczęłam. Wróciłam nawet bardziej zmęczona niż przedtem. Po moich nieprzyjemnych doświadczeniach z hinduskimi działaczami organizacji charytatywnych w poprzednich latach, postanowiłam, że dam sobie spokój z byciem „Matką Teresą”. Indie? Teraz tylko turystycznie. Owszem, w Rajapudi są bardzo uczciwi ludzie, więc jeśli jakaś działalność dobroczynna to tylko z nimi. W tamtym roku postawiłam sobie za cel udowodnienie, że w Andhra Pradesh można wspaniale wypocząć i cudownie spędzić...

Balonowa misja 2018 - wnioski po wyprawie

Kolorowe balony należą już do tradycji naszych wypraw, więc zyskały one miano „ balonowych misji”. – Sylka, one balloon please – to zdanie dzieciaczki znają wybornie i każdego dnia zasypywały mnie prośbami o jeszcze jeden balon. Tak więc na pewno balonową misję będziemy kontynuować! Tym razem zabieraliśmy dzieci na wycieczki: do kina, na plażę w Kakinadzie, do kokosowego regionu Andhra Pradesh – Konaseema, czy do parku rozrywki. Uśmiechnięte buzie, okrzyki radości i zachwytu to największa nagroda. Wtedy wiesz, że warto było… Artur Przybylski przeprowadził warsztaty tańca kathaku dla dziewcząt. Zainteresowanie było ogromne, a kilka uczennic było naprawdę utalentowanych. Zakotwiczyliśmy w wiosce Rajapudi, gdyż spotkaliśmy tu naprawdę oddanych sprawie ludzi. Rodzina, z którą współpracujemy zawsze znaduje czas i serce dla tutejszych dzieci. Dzieci codziennie przychodzą do domu pastorostwa, układają klocki lego, rysują, tańczą, śpiewją. Prawie codziennie po południu pastor ze swoim sy...

Piękne święta

Takie jest życie. Z jednej strony słoneczko a z drugiej wichura. Jak w jednej dziedzinie się wiedzie to w innej się wali. Nie jest łatwo utrzymać się na powierzchni. Nawet dla wytrawnego pływaka. Życie to nieujarzmiony ocean. Chyba trzeba przywyknąć. 2018 rok za pasem, 48 roczek mojego życia. I cóż to jest w porównaniu z wiecznością?! A jednak wciąż czuję się jak smarkula. Jak ta 18 latka, która opuszczała dom rodzinny, aby udać się do dużego miasta „na swoje”. Każde nowe wyzwanie w moim życiu przypomina mi tamten czas. To samo, powtarzające się wrażenie bycia rzuconą na głęboką wodę, gdzie trzeba nieźle się namachać, aby nie utonąć. Przez całe życie czuję się jak młoda, niedoświadczona podlotka, która wszystko robi po raz pierwszy! W pracy stawiają mi coraz to nowe wymagania, zmienił się bowiem menadżer. Pierwsza myśl to uciec, iść tam gdzie jest łatwiej, gdzie jest milej, gdzie idzie jak po maśle. No ale druga myśl to żeby się nie poddawać i spróbować sprostać nowym wymaganiam...

Bilet do Delhi

Odświeżam stronę lotów już niemalże obsesyjnie. Koniec listopada a ceny wcale nie są takie złe. To nieprawda, że im wcześniej kupisz tym taniej. Ceny skaczą w dół lub w górę każdego dnia, niezależnie od tego kiedy masz lecieć. Po prostu trzeba trafić na ten jeden jedyny, szczęśliwy moment. Moje konto jest wystarczająco na plusie, ale im taniej wystartujesz tym więcej środków masz na resztę wycieczki. Ostatnio sama zwiedzałam turystyczne atrakcje Andhra Pradesh. Teraz chcę tam zabrać przynajmniej kilkoro dzieci z wioski. Mam na to fundusze, które uzbierała ekipa KreAzji, mam bardzo dobrego koordynatora na miejscu, teraz muszę tylko dobrze finansowo wystartować. *** – Kamil zaprasza nas do siebie. To jego urodziny – oznamił małżonek – No to skoczmy po jakiś prezent dla niego – sugeruję, kiedy ruszamy naszym busem spod budynku domu opieki, w którym pracuję. Kamil to nasz serdeczny sąsiad. Można na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy. Mąż wybrał na prezent linę do holowania ...

A jednak! Szarawary znów polecą!

Obraz
Dostałam je od Grashki. Przyniosła kiedyś, na próbę zespołu An Najma, takie różne orientalne ciuchy. Pozbywała się ich. I oto one! Od razu wpadły mi w oko. Czerwone, wzorzyste, dwuwarstwowe, szerokie szarawary! Od pierwszego wejrzenia obdarzyłam je szczerym uczuciem przywiązania. Może nie nadawały się na scenę, ale na próbach tańcowało się w nich wybornie. – Ubierasz się stylowo – komentowali Hindusi, kiedy po raz pierwszy zabrałam je do Indii. Nie, ja nigdy się stylowo nie ubierałam. Nie mam pojęcia o modzie i nigdy mnie ona specjalnie nie interesowała. Zawsze jednak sięgałam po taką odzież, która sprawiała mi radochę, która była niepowtarzalna, jedyna w swojm rodzaju, która niosła w sobie jakieś przesłanie. Dlatego często może wyglądałam dziwacznie. Lubiłam ciuchy z „second handu”, z przeceny lub darmowe 🙂 I tak mi zostało do dziś. Szmaty, lumpy, fatałaszki – lubię pogrzebać w starociach, bo zawsze znajdę jakiś „ skarb”. Który to już raz? Piąty! Piąty raz pakuję czerwone sza...

Listopadowe słońce

– Możesz iść na górę – oznajmił mąż wychodząc do pracy. Wgramolilam się po schodach i rozłożyłam w szerokm łożu. Zamknęłam oczy. Sen mnie ogarnął na dobre. Nawet mi się śniło. Kolorowo, ale makabrycznie. Efekt oglądania kryminałów i horrorów. Obudziła mnie jasność przebijająca przez drewniane rolety. Zeszłam na dół, zaparzyłam kawę. Na dworze było słonecznie. Rozsiadłam się na wygodnym leżaku. Na niebie nie było ani jednej chmurki! Jak gdyby to był środek lata ! Słońce grzało cudnie. Skończyłam kawę i grzanki z masłem orzechowym oraz dżemem, doczytałam parę rozdziałów interesującej powieści, polskiej autorki. Lubię polskich pisarzy. Nie lubię książek tłumaczonych na język polski. Lubię naszych. W warringtonskiej bibliotece jest polska półka. Zawsze coś znajdę. Nie lubię książek banalnych, lub jakby żywcem wydrukowanych z bloga…lubię podziwiać kunszt literacki autora. To miło, że ludzie nadal piszą. Ludzie mieli i nadal mają talent. Talent do opowiadania historii – lubię słuchać, lub...