Posty

Operacja „ Przeprowadzka”

W tym roku moim największym wyzwaniem była przeprowadzka rodzinki do UK. Najpierw musiałam znaleźć pracę na północy, gdyż tam mieszkania do wynajęcia są stosunkowo tanie. Dzięki pomocy Shagufty, siostry jednego z moich pakistańskich przyjaciół, dosyć szybko znalazłam pracę w Warrington, koło Liverpoolu, w Summerville Nursing Home. Mieszkanie, takie jakie chciałam, też znalazłam błyskawicznie. Z prysznicem, a nie z wanną. Chwała Bogu! Teraz trzeba było ich sprowadzić. Najpierw mój piętnastoletni syn przyleciał w maju.Udało mu się zaliczyć wszystkie przedmioty i dostać świadectwo miesiąc wcześniej. W lipcu odstawiłam syna do Londynu, do przyjaciół, a sama poleciałam po dziewczynki i Patrycję. Miała ona po prostu być z nimi, podczas mojej nieobecności, kiedy będę w pracy. To były wspaniałe dwa tygodnie, Patrycja wniosła wiele radości, organizowała czas moim córkom. Do dziś ją mile wspominają. W sierpniu ostatni etap – mój mąż miał przyjechać z psem. Wyruszył naszym Volkswagenem ...

Zamknięcie programu adopcji serca w Indiach

Od trzech lat prowadziliśmy program adopcji serca w kilku ośrodkach w Indiach. Co miesiąc opiekunowie z Polski wysyłali swoim podopiecznym kwotę 100 zł, która wystarczała na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb. Zeszłego roku zakończyłam ten projekt w Nakkapalli i Prathipadu. A teraz także i w Dommeru. Krótko mówiąc – adopcja nie wypaliła. Moje wnioski są takie, że aby móc prowadzić rzetelnie taką działalność trzeba być tam na miejscu, mieszkać tam, a nie wpadać raz w roku na krótki czas. Jeśli adopcję serca zostawimy Hindusom, będą robili to po hindusku, ze swoją zdolnością do opowiadania bajek o sierotkach, wytwarzania różnorodnych papierków i zaświadczeń o jakie ich poprosimy, niestety nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Jeżeli więc coś nie działa to należy to zostawić. Najlepiej skupić się na tych projektach, które się sprawdziły. WEMP czyli wyprawa edukacyjna z młodzieżą polską do Indii – to był świetny pomysł. Zaowocował tym, że młodzież sama wyruszyła do Az...

Indie twardy ugór

Minęło dwa lata odkąd założyłam Fundację. Zapowiadało się wspaniale. Szliśmy jak burza. Niestety w Indiach napotkaliśmy twardy ugór. W czterech miejscach zaczęłam pracę, i dziś mogę powiedzieć, że nie udało się. Powód? Zderzenie mentalności europejskiej i indyjskiej, działalność na odległość, brak zażyłych, przyjacielskich relacji. Moje założenie było takie, że skoro ludzie mianują się chrześcijanami, pełnią pastorskie funkcje to będą uczciwi, przejrzyści, transparentni. Niestety bardzo się myliłam. Normalną sprawą dla nich było ukrywać i zatajać fakty, preparować historyjki chwytające za serce, byle tylko zdobyć finansowe wsparcie, nierzetelne rozliczać się z wydatkowania środków finansowych. Dodatkową przeszkodą były różnice kulturowe, częste obrażanie się, unoszenie honorem itp. W tej chwili jestem zniechęcona. Straciłam zapał do pracy w Indiach. Nie straciłam zapału do pracy z dziećmi indyjskimi, ale rozczarowana jestem tamtejszymi liderami, ludźmi prowadzącymi organizacje. ...

Nowy początek w Warrington

Po siedmiu godzinach pucowania mebli, mycia podłóg, odkurzania Summerville Nursing Home, padam na materac i nie mogę się ruszyć. Myślę o ostatnim tygodniu. Przyjechałam w poniedziałek na szkolenie. Po południu obejrzałam mieszkanie i od razu zdecydowałam się je wziąć. W piątek dostałam klucze i wprowadziłam się do piętrowego, angielskiego domu. Dwie sypialnie i łazienka z kabiną prysznicową na górze, mała kuchnia i dwa pokoje na dole. Na razie pusto, ale niebawem ten dom ożyje. Joachim ma przyjechać za kilka tygodni. Dziewczynki na wakacje. Shugufta bardzo mi pomogła. Przez pierwsze dni pobytu w Warrington mogłam nocować u niej. Karmiła mnie pakistańskimi potrawami, którym nie mogłam się oprzeć. Wieczorami przesiadywałam z jej córkami i słuchałam ich opowieści o szkole, do której uczęszczają. Aqsa uczy się grać na skrzypcach, więc mogłam jej też pomóc. Dobrze jest mieć przyjaciół, którzy wpadną i przywiozą Ci czajnik elektryczny, lub materac i kołdrę. Przyjaciele to największy skar...

WEMP Indie 2015 z przygodami - ostatni taniec w Nakkapalli

Obraz
Siedzimy leniwie w Bombaju czekając na autobus, który zawiezie nas na lotnisko międzynarodowe. W pewnym momencie obserwuję niesamowite poruszenie wśród moich dziewczyn. – Raju jest na Facebooku! – Co?! Słuchajcie, nie spłoszcie go. Tak długo na to czekałam. On może być dla nas źródłem cennych informacji. Rozmawiajcie z nim, proszę. – Patrz Sylka, co on wypisuje ! Jest ogromnie przestraszony. – To niech skasuje te swoje fotki, skoro się tak boi i niech będzie incognito. Wydobędziemy z niego prawdę. Od trzech lat jeżdżę do Nakkapalli. Za każdym razem coś mi tam nie pasowało. Czułam, że dyrektor tego sierocińca coś ukrywa. Parę razy nawet zrywałam współpracę, po czym Praveen „urabiał” mnie, zasypywał argumentami i dlatego kontynuowałam działalność….Ale ciągle miałam jakieś podejrzenia…. Patrząc na dzieci z Nakkapalli wiedziałam, że któregoś dnia one dorosną i zaczną mówić. Opowiedzą jak tam jest naprawdę. I właśnie ten dzień nadszedł. *******************************************...

WEMP Indie 2015 z przygodami - spotkanie z Pandu

Pobyt w Kovvuru/Dommeru dobiegł końca. Ostanie spotkanie z dziećmi w niedzielę. Łzy wzruszenia. Przed nami kolejny etap – sierociniec w Prathipadu. Pastor Sudhakar przyjechał po nas wynajętym vanem, który widocznie dopiero co wrócił z wesela. Auto przyozdobione było różyczkami, bibułą, jak to jest tutaj w zwyczaju. Dziewczyny padły jak muchy, spały całą drogę, upchnięte na tylnym siedzeniu. To już urok Indii, że do pojazdów należy się upychać, wciskać tyle ile się do i kogo się da. Ale nie było najgorzej. Wanda, Asia i Ewa miały w tym sierocińcu swoje podopieczne. Jechały się z nimi zobaczyć. Dzieci przywitały nas girlandami z kwiatów oraz napisami na kartkach białego papieru. Te, które były wspierane przez naszą Fundację trzymały w rękach kartkę ze swoim imieniem. Asia szybko znalazła swoją Daya Mani. Widać, że momentalnie nawiązały nić przyjaźni. Przytulań i serdeczności nie było widać końca. Wanda pozowała do zdjęć ze swoją Jayammą. Ja szukałam wzrokiem Pandu. Tato Ewy cał...

WEMP Indie 2015 z przygodami - najdłuższy most w Azji

Obraz
Czas dłużył nam się niesłychanie, z czego wszystkie byłyśmy bardzo zadowolone. Każdy dzień był pełen wrażeń. Dzieciaki szczęśliwe z przeprowadzanych przez nas warsztatów, kadra zachwycona z pomocy dydaktycznych jakie rozdaliśmy dzieciom. Prace plastyczne wyszły przepiękne, zajęcia taneczne na pewno były źródłem do inspiracji. Ja jednak wciąż nie mogłam pozbyć się jakiegoś smutku. Wiedziałam, że znowu będę musiała opuścić to miejsce, wrócić do swojego świata…. Sobota zapowiadała się interesująco. – Ravi, znasz jakieś legendarne miejsce w okolicy, albo legendarną opowieść? – zapytuję, gdyż obiecałam Annie Walczyk legendę do jej książki pt.”Mój dom” – No pewnie! Mieliśmy tutaj prawdziwego bohatera ! Ravi jest podekscytowany. Chce zawieźć nas do Muzeum Arthura Cottona. Najpierw jednak całe przedpołudnie zwiedzamy katolickie świątynie, które do złudzenia przypominają hinduskie. Ta sama kolorystyka, ten sam styl, te same figurki ……na prawie…. Załapaliśmy się na zbiorowe żywienie d...