Posty

Warsztaty kathaku z Arturem w Dommeru - cz.4

Obraz
Wspominam wczorajszy wieczór spędzony u Indiry. Jej promienny uśmiech mam cały czas przed oczami. Stęskniłam się za nią i jej rodziną. Rok szybko minął i mogłyśmy się ponownie zobaczyć. Nauczyła się podstaw j. angielskiego więc porozumiewałyśmy się o wiele lepiej niż tamtym razem. Przywiozłam balony, polskie słodycze, ale gromada dzieciaków mieszkających w sąsiedztwie, która nagle pojawiła się u Indiry rozdrapała wszystko w mig. Atmosfera była przebojowa, mój Jędrek i Artur wygłupiali się z dzieciarnią, robili sobie sesję zdjeciową. Dzieciaki szczypały naszą białą skórę, Smiley – córka Indiry szczypała mnie w policzki, aż do bólu. Zachwyceni byli naszą białą karnacją! – Czarna skóra brzydka, biała piękna – mówiła Indira, a także sąsiadki które przyszły, pokazując z dezaprobatą na swoje „czekoladowe” ręce. Nie mogłam się z nimi zgodzić. Ich skóra jest gładka, bez widocznych przebarwień i skaz, egzotyczna. Zupełnie nie rozumiem dlaczego mają kompleksy? Zostałam wdrożona do tute...

Warsztaty kathaku z Arturem w Dommeru - cz.3

Obraz
Tym razem poszłam spać wcześniej – zasnęłam z Hindusami. Wstałam też razem z nimi, czyli przed czwartą. Poobserwowałam sobie jak rozpoczyna się poranek w Kovvuru. Sklepikarze otwierają swoje maleńkie składziki, w których sprzedają tysiące drobiazgów i przeterminowaną żywność. Straganiarze i uliczni kucharze rozkładają swoje wozy, rozpalają ogień, rozgrzewają olej, gotują słodką kawę. Śpiewy i modły rozbrzmiewają z maleńkiej świątynki. Zapachy, muzyka, dźwięki klaksonów, zgiełk i gwar uliczny narastają. Czas na kawę. Schodzę na dół. Walę w drzwi, bo chłopaki zamknęli na skobel od wewnątrz. Jędrek otwiera zaspany i z powrotem wskakuje do łóżka. Dobrze jest być młodym i móc spać jak suseł. Mleka nie ma. Popijam więc małą czarną. Ravi wpada zaaferowany. – Jest strajk! Zajęcia w szkole odwołane. Stan Andra Pradesh ma się podzielić na dwie części i ludzie się sprzeciwiają! – Ze względu na Artura zajęcia muszą się odbyć. Powiedz dzieciom, aby przyszły do budynku kościoła. Zrobimy dziś tylko ...

Warsztaty kathaku z Arturem w Dommeru - cz.2

Obraz
Wstaję poobijana. Od leżenia ma macie mam siniaki po obu stronach bioder. Do godziny pierwszej w nocy ładowałam fotki na Facebooka, delektując się ciszą panującą na zewnątrz. Ledwie przymknęłam oczy obudził mnie hałas bębnów, śpiewy, muzyka grająca na cały regulator. Wybiegłam na balkon. Która to godzina? Trzecia trzydzieści w nocy?! Zdrzemnęłam się tylko dwie godziny?! A Hindusi już wstają? Niemożliwe! Niestety, bardzo możliwe. Nasz dom usytuowany jest obok hinduskiej świątynki. Przed świtem wyznawcy szli w procesji, aby czcić swojego boga. Zamknęłam oczy, naciągnęłam śpiwór na uszy i próbowałam zasnąć. Z marnym skutkiem. Hałas dobiegający z ulicy tylko narastał. Miasto budziło się do życia. Gotuję czarną kawę na dwupalnikowej kuchence podłączonej do butli gazowej. Mamy chleb kupiony w Delhi, pasztet i szynkę konserwową przywiezioną z Polski, marmoladę i krem czekoladowy z Biedronki – również z ojczyzny. Ravi przynosi mleko w półlitrowych woreczkach, tak jak go prosiłam poprzedni...

Warsztaty kathaku z Arturem w Dommeru - cz.1

Obraz
Lot do Hyderabadu mieliśmy zaplanowany na 7.30 rano. Jak zwykle chciałam być dwie godziny wcześniej na lotnisku. Najchętniej byłabym trzy godziny prędzej, a nawet siedziałabym całą noc, byle tylko zdążyć na samolot. – Aneel! Gdzie jesteś? – dzwoni Artur do naszego taksówkarza o piątej nad ranem. – Za pięć minut będę – słyszy zaspany głos w słuchawce telefonu. – Nie ma na co czekać. Idziemy łapać inną taksówkę. Aneel mówi, że będzie za pięć minut, co oznacza, że dopiero się obudził i leży smacznie w swoim łóżku. Zaczynam lekko panikować. Pośpiesznie chwytamy za nasze bagaże i pędzimy do najbliższego postoju taksówek. Na szczęście udaje nam się zapakować do starego, zdezelowanego autka i dzięki przytomności Artura zdążamy na samolot. W samolocie kupuję kawę i czaj. Brałam tańsze bilety, bez wyżywienia na pokładzie, ale chęć wypicia gorącego napoju zwyciężyła. 50 rupi to nie taki majątek. Przesiadka w Hyderabadzie. Dookoła zakwefione twarze muzułmańskich kobiet. Jest więc i na południu I...

Jeden dzień w Delhi

Obraz
– Helloooo young man!!! – na widok Artura ręce same klaszczą. Młodziutki, przystojny tancerz – normalnie aplauz na wejście. Pachnie szamponem do włosów. Chyba dopiero co wyszedł spod prysznica. -To Artur, to mój syn, to Adam – wymiana uścisków dłoni i pakujemy się do taksówki. – Co on robi? – pytam Artura, gdy w środku miejskiego korka ulicznego kierowca zatrzymuje się i idzie na pobocze. – On się musi wysikać…a teraz umyje ręce…on ma czas – i rzeczywiście, po załatwieniu swojej potrzeby kierowca wyciąga butelkę z wodą, polewa sobie ręce i starannie opłukuje. – Czyścioszki te Hindusy, chociaż w takim syfie żyją….- wtrącam swoje co nieco, patrząc na sterty śmieci walające się na poboczach. Kiedy rok temu byłam w Indiach, mężczyźni załatwiający swoje potrzeby na skraju dróg aż tak bardzo nie przykuwali mojej uwagi jak w tym roku. Może zaczęło się to od tego taksówkarza… Dojeżdżamy na miejsce. Kilka schodków i już jesteśmy w mieszkanku Artura. Rzucamy bagaże. Jest poranek. Głód zac...

Droga do Delhi

Obraz
Jędrek zarzucił plecak na plecy, ja złapałam za uchwyt od walizki na kółkach,wskoczyliśmy do naszego Volkswagena Transportera i w drogę. Sześć małych rączek macha nam na pożegnanie przez okno. Tym razem biorę najstarszego syna do Indii. W „Polskim Busie”, który kosztował 20 zł za dwie osoby z Wrocławia do Warszawy – obsługa dwoi się i troi, aby pasażerom dogodzić. Podają maślane bułeczki, herbatniczki „Petitki”, kawę,herbatę, soczek ,jabłuszka – o jak miło! Jest lepiej niż rok temu. Przez myśl przebiega mi sentencja „Cała wyprawa będzie lepsza niż w tamtym roku”. Na lotnisku w Warszawie wypatrujemy Adama. Miał być w sektorze E – nie ma go. Pewnie gdzieś zasnął na parapecie. Przyleciał kilka godzin wcześniej z Londynu, na pewno odpoczywa. Wreszcie udaje nam się spotkać. Człapie, kiwa się lekko na boki i całuje mnie w rękę na powitanie. Tradycja całowania kobiety w rękę zanika już w Polsce, więc klepię go przyjacielsko po plecach. Blond czupryna świeżo umyta i starannie zaczesana na bok,...

WEMP Indie 2014

Obraz
Wyprawa edukacyjna z młodzieżą polską do Indii odbyła się w dniach 08.02.2014 – 27.02.2014. Głównym celem było przeprowadzenie zajęć artystycznych z indyjskimi dziećmi w Szkole dla Sierot – Vidya Jhyoti Educational Society w Dommeru, Andhra Pradesh , Południowe Indie, a także w Rodzinnym Domu Dziecka „River of Life” w Prathipadu, oraz w Domu Dziecka „Flying Kites” w Nakkapalli. Uczestników było czterech, w tym dwoje młodych wolontariuszy. Artur Przybylski przeprowadzał warsztaty z klasycznego tańca indyjskiego – kathaku, a Jędrzej Rayski prowadził warsztaty komiksowe. Sylka Rayska prowadziła z dziećmi zajęcia taneczne oraz plastyczne. Adam z Londynu przyjechał, aby zobaczyć się ze swoją adoptowaną na odległość córeczką. Jednak chętnie dawał dzieciom lekcje geografii oraz pomagał im w każdej trudnej sytuacji. Indyjskie dzieci z ogromnym zainteresowaniem brały udział w warsztatach. Wielką popularnością cieszyły się zabawy taneczne np. tzw „Kaczuchy”. Staraliśmy się szerzyć p...