Warsztaty kathaku z Arturem w Dommeru - cz.4
Wspominam wczorajszy wieczór spędzony u Indiry. Jej promienny uśmiech mam cały czas przed oczami. Stęskniłam się za nią i jej rodziną. Rok szybko minął i mogłyśmy się ponownie zobaczyć. Nauczyła się podstaw j. angielskiego więc porozumiewałyśmy się o wiele lepiej niż tamtym razem. Przywiozłam balony, polskie słodycze, ale gromada dzieciaków mieszkających w sąsiedztwie, która nagle pojawiła się u Indiry rozdrapała wszystko w mig. Atmosfera była przebojowa, mój Jędrek i Artur wygłupiali się z dzieciarnią, robili sobie sesję zdjeciową. Dzieciaki szczypały naszą białą skórę, Smiley – córka Indiry szczypała mnie w policzki, aż do bólu. Zachwyceni byli naszą białą karnacją! – Czarna skóra brzydka, biała piękna – mówiła Indira, a także sąsiadki które przyszły, pokazując z dezaprobatą na swoje „czekoladowe” ręce. Nie mogłam się z nimi zgodzić. Ich skóra jest gładka, bez widocznych przebarwień i skaz, egzotyczna. Zupełnie nie rozumiem dlaczego mają kompleksy? Zostałam wdrożona do tute...