Posty

Pracuję w Wielkiej Brytanii

Nareszcie mam pierwszą umowę o pracę w Wielkiej Brytanii. Długo to trwało, musiałam wyrobić wszystkie potrzebne papiery, aby móc tu pracować. Gdybym wiedziała, że cały miesiąc będę czekać nie zdecydowałabym się na przyjazd tutaj. W Niemczech kokosów nie miałam, ale na rachunki i podróż do Indii zapracowałabym spokojnie. Teraz nie mam tej gwarancji…Tzn gwarancją jest Bóg…Tak, uczę się, przerabiam lekcję zaufania do Boga. Pozostaje mi tylko czekać…. Opiekuję się niepełnosprawną kobietą. Mam swój pokoik w jej mieszkaniu. Dostaję 35 funtów tygodniowo od firmy na jedzenie, ale ile zarobię okaże się za miesiąc. Nie potrafię odliczyć tych wszystkich angielskich podatków i opłat. Codziennie od 7.15 do 13.30 biegam na każde polecenie mojej podopiecznej. Ona jest niezwykle absorbująca, zresztą nie dziwię się, skoro może ruszać tylko głową i troszeczkę lewą ręką, potrzebuje innej osoby, która będzie robiła to wszystko czego sama nie może dokonać. Od 13.30 do 18.30 mam pięciogodzinną przerwę. ...

Polska wigilia w Horsham

Obraz
Czas w Londynie upłynął mi bardzo szybko. Nie ukrywam, że miałam napady lekkiej paniki pt. ” A co będzie jeżeli? ” Zrezygnowałam z pracy w Niemczech, bo tu w Wielkiej Brytanii rysowały się przede mną lepsze możliwości. Ale cała papierkowa robota jaką trzeba na początku zrobić, aby legalnie otrzymać pracę w Anglii, troszkę mnie frustrowała. Zamiast od 2-go grudnia, umowę z pracodawcą mam od 27-go. W międzyczasie popracowałam u angielskiej, sędziwej pary. Zarobiłam pierwsze swoje funty ! Jednak nic już z nich nie zostało, bo zapłaciłam za wizę do Indii, zrobiłam zakupy dla moich dzieciaków, no i na pociąg do Horsham wydałam tyle ile na samolot do Polski, a nawet więcej! Siedziałam sobie dziś w domu u niepełnosprawnej Teresy, która się będę opiekować przez najbliższy miesiąc, łykając z obrzydzeniem podgrzewane spagetti z puszki, przygryzając lekko zeschnięta pitą. Wtedy zadzwoniła do mnie Wiesia czy nie wpadłabym do niej. Okazało się, że miejsce gdzie będę pracować jest oddalone o c...

Bilety są, wizy się robią

Zabukowałam bilety do Indii jeszcze będąc w Polsce. Ogromnie mnie to stresowało. Razem z Adamem i Jędrkiem lecimy z Warszawy przez Dubaj do Delhi. Tam przenocujemy u Artura i następnego dnia wyruszymy do Rajahmundry przez Hyderabad. Artur będzie sam wracał 15-go lutego, a my pojedziemy dalej do Visakapathnam. Właśnie stamtąd będziemy wracać do polski. W Bożych rękach jest nasza podróż, tak jak i cała wyprawa. Mój syn złożył podanie o wizę we Wrocławiu, a ja z Adamem w Londynie. Nie obyło się bez niespodzianek. Podchodzę do okienka, młody, hinduski urzędnik patrząc na moje podanie stwierdza, że muszę mieć jeszcze list od pracodawcy, że nie będę wykonywać żadnej charytatywnej pracy dla mojej firmy, w której pracuję w Wielkiej Brytanii. Na szczęście pracodawca nie robi żadnych problemów i po tygodniu zjawiam się ponownie z plikiem papierów, aby złożyć swoją aplikację. Tym razem wszystko jest w porządku. Proces przyznawania wizy trwa. Czas przygotować szczegółowy plan zajęć w szkole w ...

Wielka Brytania po raz pierwszy

Obraz
I stało się. Jestem w Londynie. Miasto zachwyciło mnie i zaskoczyło. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę oczarowana wielką metropolią. A jednak. Wiktoriańskie, filigranowe zabudowania tak rozweselają moje serducho jak żadne inne dotąd. Kosmopolityczne miasto do którego non stop przybywają ludzie z całego świata – to miejsce dla mnie! Dopiero tutaj można uświadomić sobie co to znaczy „Boże stworzenie” . Jak różnorodnie Bóg ukształtował ludzi. Jakie bogactwo kształtów, kolorów, kultur. Dobrze mi wśród całej tej kolorowej masy. Czekam na pracę. Załatwienie wszystkich potrzebnych formalności to nie taki pryszcz. Mieszkam u Uli i Mirka, użyczyli mi swojej gościny, pomagają w najdrobniejszych sprawach. Jak to dobrze, że są ! Staram się o pracę w Horsham, jako opiekunka do osób starszych. Byłam już na szkoleniu i praktykach. W Horsham pomagała mi Wiesia i Jurek. Mogłam u nich przenocować, zażyć kapieli z dodatkiem naturalnych produktów, które Wiesia własnoręcznie wyrabia. Karmią mnie t...

Zaszczepieni przed WEMP 2014

Obraz
Razem z synem, Jędrzejem lat 16, dotarłam dzisiaj do SANEPIDU we Wrocławiu na ulicy Składowej. Po drodze moja orientacja w terenie jak zwykle zawiodła i trochę kluczyliśmy, ale telefon do pani pielęgniarki pomógł nam znaleźć miejsce docelowe. Pani w gabinecie nie przerywała ani na chwilę swoich wywodów. Ponarzekała na nasze spóźnienie, zaciekawiona pytała o wszystko, potem znowu pomrukiwała na moje niezdecydowanie czy chcę fakturę czy nie, a następnie znów zaszczyciła nas porcją zwrotów grzecznościowych. Człowiek nie miał czasu zastanawiać się czy szczepionki go bolą czy nie. Pamięta się tylko miłą, mniej lub bardziej, pogawędkę z panią pielęgniarką. I to o niej debatowaliśmy z synem w drodze na pociąg powrotny. Jędrzej przyjął szczepienie przeciw WZW A oraz durowi brzusznemu. Ja kolejną i ostatnią dawkę przeciw WZW A oraz przeciwko błonicy i tężcowi. Razem kosztowała nas ta przyjemność 782 zł. Tym sposobem kolejny krok do celu został zrealizowany.

Opowiadam o Indiach

Obraz
Od samego początku po powrocie z Indii opowiadam o swojej podróży. Dzielę się tym, co tak bardzo mnie tam poruszyło. Pragnę uwrażliwić jak najwięcej osób na los indyjskich sierot. Zależy mi na tych dzieciach. Marzę, aby ich świat nabrał kolorów. Pragnę poruszyć serca polskiej młodzieży, dorosłych oraz osób starszych. Te dzieci wołają o wsparcie. Postanowiłam, że będę robić co mogę, aby im pomóc. Wierzę, że to ma sens. Kiedyś nam pomagano, teraz my możemy dać coś od siebie. Opowiadałam na kameralnych spotkaniach, w kawiarenkach, w Gminnym Ośrodku Sportu i Rekreacji w Kątach Wrocławskich, W Kościele Zielonoświątkowym w Kostrzynie, W Kościele Baptystów we Wrocławiu. Przede mną spotkania w szkołach podstawowych i w kościele w Międzyrzeczu. Docieram do ludzi nie tylko przez Facebook. Wiem, że to jest najważniejsze – bezpośrednie spotkania z ludźmi. Na razie jestem ograniczona czasowo. Ale mam nadzieję, że niebawem takich wydarzeń będzie więcej. Poniżej, dla wybitnie zainteresowa...

Na kolejną wyprawę zabieram syna

Decyzję podjęłam miesiąc temu. Z powodu braku chętnych na wyjazd ze mną do Indii większość kwoty, jaką uzbierałam na ten cel przeznaczę dla mojego syna. Skoro wszyscy odmówili to biorę Jędrka. Ma 16 lat, pięknie rysuje, tworzy komiksy, będzie prowadził warsztaty z rysunku w Indiach. Paszport już wyrobiony, teraz tylko przebadać go gruntownie i zaszczepić. Tak, jego zdrowie jest dla mnie najważniejsze. Ale robię wszystko, aby mógł tam pojechać i cało oraz zdrowo wrócić. Reszta w Bożych rękach.